Z popularnego serwisu Linkedln ponownie wyciekły dane użytkowników. 22 czerwca na jednym z hakerskich forów zaoferowano sprzedaż ponad 700 milionów danych osób zarejestrowanych na tej platformie społecznościowej. To druga podobna wpadka tej strony. W kwietniu do sprzedaży na czarnym rynku trafiły dane 500 milionów konsumentów.

Konkretnie mówi się o liczbie 756 mln kont, co stanowi dane aż 92% użytkowników. Próbki opublikowano w serwisie Privacy Sharks. Wyciek dotyczy takich informacji jak: adresy e-mail, imiona i nazwiska, numery telefonów, adresy zamieszkania, dane geolokalizacyjne, nazwy użytkowników LinkedIn i URL profilu, dane o życiu osobistym i pracy oraz płeć i konta w innych mediach społecznościowych. Według analizy przeprowadzonej przez Restore Privacy, przedstawione wiadomości są autentyczne i aktualne, ponieważ pochodzą z lat 2020–2021.

Stanowisko Linkedln w sprawie wycieku danych

Firma natychmiast odniosła się do całej sprawy. Linkedln deklaruje analizę całej sytuacji i zapewnia, że ze wstępnych badań wynika, iż nie doszło do żadnego naruszenia danych w samej platformie i nie pozyskano żadnych prywatnych danych użytkowników. Linkedln twierdzi, że serwis stał się ofiarą tzw. „scrapingu”, czyli zebrania powszechnie dostępnych danych. Mowa tu o informacjach, których użytkownicy sami zgodzili się upublicznić na swoich profilach. Ponadto platforma sugeruje, że wcale nie doszło do wycieku, a personalia zostały pozyskane z innych źródeł.

Wiarygodność i systemy bezpieczeństwa Linkedln ponownie zostały mocno zakwestionowane. Do podobnej sytuacji doszło w kwietniu, kiedy to wyciekły dane ponad 500 milionów użytkowników portalu.

Zobacz także  Pracodawca będzie mógł weryfikować, czy pracownik jest zaszczepiony. Posłowie PiS przygotowali projekt ustawy